09 sierpnia 2017 Małgorzata Bożek

Aniołki na ścianach i pizza jak za komuny

Apetyt na Kraków

W latach, w których mało kto słyszał o pizzy, a wokół nie było tylu restauracji co dziś, na ul. Szewskiej ustawiały się kolejki do jednej z pierwszych pizzerii w Krakowie. Puszysta, z gotowanym pieczarkowym farszem i ketchupem lub śmietaną była hitem. Podobno do dziś pojawiają się tu klienci, którzy innej pizzy po prostu nie uznają.

Bar Bistro powstał w roku 1980 i wziął swoją nazwę od zabytkowej kamienicy „Pod Aniołkami”, którą ozdabia wizerunek Matki Boskiej i dwóch aniołów. Na początku był po prostu pizzerią, ale w latach 90. musiał zmienić nazwę: - Żeby dostać koncesję na wino, które zawsze tutaj było, trzeba było zmienić nazwę z pizzeria na bar, stąd Bar Bistro „Pod Aniołkami”, choć zawsze była to głównie pizzeria – wspomina właścicielka lokalu, pani Maria Czernecka.

Skąd wzięła się receptura na tak oryginalną wersję pizzy, pani Maria nie chce zdradzać, ale podkreśla, że w niezmienionej formie to danie jest serwowane do dziś. Jej zdaniem tak popularne obecnie tzw. nakładane pizze są dużo prostsze. Specjalność lokalu na ul. Szewskiej, puszysty placek z gotowanym farszem z pieczarek i cebuli, posypany serem żółtym i polany ketchupem, wielu osobom kojarzy się z dzieciństwem lub czasami studenckimi.

Serwowana „Pod Aniołkami” pizza przypomina bardziej domową wersję tego dania, specyficznie polską. Kiedyś królowała, dziś ginie w zalewie coraz to nowych przepisów na włoski przysmak na cienkim cieście. Jedni nie uznają jej za prawdziwą pizzę, inni – jak mówi właścicielka – do dziś zamawiają ją, prosząc, by była taka „jak za komuny”. Ale jest również wielu młodych, którzy cenią jej smak.

- Do bistro przychodzę od dobrych paru lat ze znajomymi, oczywiście głównie na pizzę firmową. Jest naprawdę wyśmienita, niedroga i smakuje jak pierwsze polskie pizze z dzieciństwa – mówi Paweł, który podkreśla, że to jedno z niewielu miejsc w Krakowie, które jeszcze specjalizują się w takiej wersji popularnego dania. – Coś takiego dostać można jeszcze chyba w lokalu na Królewskiej – dodaje.

Atmosfera w słynnym już bistro na ul. Szewskiej również jest domowa i często spotkać tu można samą właścicielkę. Jest kameralnie, a ze ścian lokalu wszystkiemu przyglądają się pulchne amory. „Pod Aniołkami” bywają przedstawiciele wszystkich grup wiekowych: - Klienci są różni. I młodsi, i starsi. I tacy, którzy pamiętają pizzerię z lat 80., bo np. wtedy studiowali i często do nas przychodzili. Teraz wracają do nas z dziećmi, a czasem nawet z wnukami – podkreśla Maria Czernecka.

W letnie popołudnie niektórzy chronią się w chłodnym lokalu, inni siadają w niewielkim ogródku i obserwują życie ulicy Szewskiej, jednej z bardziej zatłoczonych arterii Rynku Głównego, obok Grodzkiej i Floriańskiej. Od zawsze, to właśnie również położenie pizzerii przysparzało jej klientów. Usytuowana pomiędzy płytą Rynku a Plantami, w sąsiedztwie Uniwersytetu Jagiellońskiego, gości też wielu turystów, którzy zaglądają do kamienicy z wizerunkiem Matki Boskiej i dwóch aniołków z ciekawości lub z polecenia kogoś znajomego.

Co się zmieniło przez ponad 30 lat działalności tego kultowego już miejsca na mapie miasta? Rozrosło się przede wszystkim menu. Znalazły się w nim nie tylko inne rodzaje pizz, ale też dania obiadowe, zazwyczaj tradycyjnej kuchni polskiej. Codziennie na jednej z szyb pracownice lub właścicielka wypisują danie dnia, tak by było je widać już z ulicy. Jednak specjalnością zakładu pozostał pulchny placek z pieczarkami i cebulą - rodzima wersja pizzy.

Zdjęcia: 1, 2 - M. Bożek, 3, 4 – dzięki uprzejmości Bistro „Pod Aniołkami”.

Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.