PILNE

Codziennie ratuje ludzkie życia. A po cichu... śni o platynowej płycie

13 lipca 2019 Apetyt na Kraków
Autor:  Redakcja

Wokalistka, autorka tekstów, a przy tym ceniony specjalista, lekarz ratujący ludzkie życia z tytułem doktora habilitowanego. Z  dr Anną Sową- Staszczak rozmawiamy o pasji do muzyki , trudnym zawodzie lekarza i oczywiście festiwalu Black or White - na który każdy z nas powinien się wybrać. 


R: Mieliśmy już okazję posłuchać Pani jako wokalistki na koncercie w Piwnicy pod Baranami. Wiemy także jak dobrym i cenionym jest Pani lekarzem. Zapytajmy przewrotnie - jest Pani bardziej lekarzem czy piosenkarką? 

ASS: Z powołania jestem lekarzem, zawodowo kierownikiem pracowni medycyny nuklearnej z tytułem doktora habilitowanego a coraz bardziej zawodowo wokalistką w zespole Akustyczna OpeRacja, dla której również piszę teksty. 

R: Co mają wspólnego badanie PET z muzyką? Kiedy te drogi się przecięły?

ASS: Muzyka zawsze była, jest i będzie mi bliska, ale na poważnie zaczęło się na przesłuchaniu mojej córki w szkole Wokalno-Aktorskiej. Podczas egzaminu odruchowo poprawiłam córkę przy jakimś dźwięku i wtedy dostałam propozycję, aby spróbować swoich sił w szkole wokalnej. Później już wszystko poszło błyskawicznie, pojawiły się kolejne etapy mojej muzycznej edukacji. Muzyka coraz bardziej wypełniała moje życie, pomagała mi w trudnych momentach i dzieje się tak do teraz. 

R: Lekarze z którymi zazwyczaj rozmawiamy, często pracują w szpitalach a po godzinach przyjmują jeszcze pacjentów w prywatnych gabinetach. Na odpoczynek nie ma czasu a co dopiero mówić o hobby. Jak udaje się to Pani pogodzić?

ASS: Chyba potrafię dobrze organizować swój czas. Im mam więcej obowiązków tym lepiej planuje każdą chwilę. Dzielę czas między pracą, dziećmi, ogrodem, który jest moją kolejną pasją i muzyką, z którą się nie rozstaje.  

R: Jak to jest gdy wraca się na studia, będąc jednocześnie w innym miejscu wykładowcą na bardzo znanej uczelni? Jak czuła się Pani jako szeregowa studentka?

ASS: Muszę powiedzieć, że nie było to łatwe, nie z powodu przebywania z młodymi ludźmi, bo akurat ta kwestia wpłynęła na mnie jako na wykładowcę bardzo pozytywnie, ale w związku z kompletnie nieznanym mi dotąd światem muzyki. Lekcje kształcenia słuchu były na początku dla mnie totalną abstrakcją. Nie mówiąc o teorii muzyki. Do dziś pamiętam różnego rodzaju skale muzyczne, które musiałam przyswoić. Pewno jak wymienię ich nazwy to zabrzmią one tak samo dziwnie jak słownictwo medyczne dla osób z poza tego środowiska. No bo myślę, że mało osób - nie muzyków wie co to skala miksolidyjska, dorycka, lokrycka albo pentatonika, a ja chyba jeszcze potrafię je zaśpiewać. Również przy sesjach nie miałam żadnej ulgi, zdawałam wszystko tak jak moi młodsi koledzy. 

R: A skąd wzięła się nazwa zespołu?

ASS: Gramy akustycznie, ja jestem lekarzem. Chcieliśmy to w jakiś sposób połączyć. Chyba się udało, bo nazwa jest zapamiętywalna i się dobrze przyjęła. Była to burza mózgów wszystkich członków zespołu. 

R: Kilka tygodni temu mieliście swój pierwszy duży debiut. Wypełniliście po brzegi Piwnicę pod Baranami a po koncercie oklaskom nie było końca. Prowadziła Pani ten koncert i śpiewała stworzone wspólnie z Izabelą Mytnik piosenki. Jak wrażenia?

ASS:  To było wspaniałe przeżycie. Na widowni byli nasi znajomi, a także wiele nieznanych nam osób, które bardzo pozytywnie odebrały naszą muzykę, utwierdzając nas w przekonaniu, że obraliśmy dobrą drogę, bo grając autorskie utwory przekazujemy swoje własne emocje. Po koncercie w Piwnicy był już kolejny, również bardzo dobrze odebrany. 

R: Kim są muzycy, którzy z Panią występują? Wiem na pewno, że nie są to amatorzy i osoby "z przypadku" 

ASS: Zacznę od Izy, która oprócz tego, że jest wokalistką i instrumentalistką jest również moim nauczycielem śpiewu. Poznałyśmy się w Krakowskim Instytucie Sztuki Wokalnej, gdzie w trakcie 3 letniej nauki doskonaliłam swoje umiejętności, a potem moja nauka pod okiem Izy przerodziła się we wspólne tworzenie. 

Arek zwany Bomblem dołączył do naszego duetu jako pierwszy. To świetny gitarzysta i aranżer, człowiek, który potrafi przeobrazić się na scenie w romantycznego instrumentalistę, a innym razem w rockowego gitarzystę. Nie da się ukryć, że w jego żyłach płynie góralska krew.

Gerta nasza perkusistka, która na scenie swoimi dźwiękami "czaruje muzykę". Nigdy nie widziałam tak bogatego spektrum tego instrumentu, a poznałam go dzięki Gercie. Kto widział Gertę w akcji wie o czym mówię.

Bartek to rockandrollowy kontrabasista, który doskonale zna potencjał swojego instrumentu i umie go w pełni wykorzystać.  

R: Jest Pani organizatorką charytatywnego festiwalu Black or white. Rok i dwa lata temu udało się Wam wypełnić całą widownię Teatru Variete. Koncerty były świetne. Czy w tym roku będzie kolejna edycja?

ASS: Tak. Będzie 4 edycja. 9 listopada w ICE Kraków w Sali S2. Już dzisiaj Państwa serdecznie zapraszam.  Program jest już gotowy, wystąpią między innymi: Grażyna Łobaszewska i Natalia Niemen, a także wielu wspaniałych artystów. Już na kilka miesięcy przed koncertem mogę powiedzieć: Oj będzie się działo!. Obiecuję wiele dobrych emocji. Każdy kto był choć raz na Black or white - wraca na kolejną edycję, a to jest chyba najlepsza rekomendacja. Każdy koncert jest inny, ale też każdy na bardzo wysokim poziomie artystycznym i organizacyjnym. Co roku sami sobie podnosimy poprzeczkę i gwarantujemy, że w tym roku również ją przeskoczymy :)

R. Skąd pomysł na ten festiwal? 

ASS: Początkowo miał to być kameralny koncert dla moich pacjentów - chorych na guzy neuroendokrynne, ale projekt odrobinę wymknął się spod kontroli. Z małego wydarzenia zrobił się wielki festiwal. Całkowity dochód z koncertu przeznaczamy na fundację Pro Endocrinologia Kliniki Endokrynologii, umożliwiając tym samym wykonywanie nieosiągalnych/ czy mało osiągalnych dla pacjentów badań lub specjalistycznego leczenia. Koncert jest efektem pasji do muzyki, a dzięki tej pasji udaje się realnie pomagać i robić wiele dobrych rzeczy.

 Na festiwalu także staramy się zwiększać świadomość guzów neuroendokrynnych, podstępnych nowotworów, często nie dających charakterystycznych objawów, dlatego poprzez akcje edukacyjne zwiększamy świadomość o ich istnieniu.

R. Przypomnijmy, że bilety będą w sprzedaży od 2 września. Ale wróćmy jeszcze na chwilkę do zespołu. Nagraliście teledysk, którego nie powstydziłyby się topowe polskie zespoły. Całość bardzo dopieszczona, klimatyczna. Pojawi się płyta?

ASS: Nasze utwory to prawdziwe historie i prawdziwe emocje. Do teledysku wybraliśmy piosenkę "Coraz trudniej" i był to jednogłośny wybór z wielu utworów z naszego repertuaru. Cieszymy się, że teledysk się podoba. Nasze utwory potrafią wycisnąć łzy lub wywołać uśmiech. Wystarczy wsłuchać się w słowa. Płyta jest prawie gotowa. Będzie na niej 11 utworów, a w szufladzie czeka materiał na kolejne dwie ☺. Zespół to cudowna przygoda i chciałabym, aby te chwile trwały jak najdłużej. 

R. Gdzie Was można posłuchać?

ASS: Warto śledzić naszego Facebooka, tam informujemy o naszych koncertach. Tuż po wakacjach zapraszamy do Krakowa: 28 września na Festiwal Culturo, na który otrzymaliśmy zaproszenie od prof. Piotra Chłosty, a potem 9 listopada na Festiwal Black or white. W międzyczasie zagramy również w Oświęcimiu. 

R. Jaki jest Pani największy sukces zawodowy a do jakiego poziomu chciałaby Pani dojść w muzyce?

ASS: Tak naprawdę takie drobne sukcesy zdarzają się na co dzień. Prowadzenie chorych onkologicznych to wielkie wyzwanie, więc każda remisja czy stabilizacja choroby i możliwość spotykania się z tymi samymi pacjentami przez wiele lat jest tym, co daje dużą satysfakcję. To oczywiście też jest związane z postępem medycyny. Jeśli chodzi o moje drobne zawodowe sukcesy, z których się cieszę, to na pewno są to wyróżnienia prac naukowych, które gdzieś pojawiły się po drodze i nominacja pracy wspólnie z moimi klinicznymi kolegami do prestiżowej nagrody Marii Curie. Jeśli zaś chodzi o muzykę to chciałabym przede wszystkim być prawdziwą na scenie, tak aby w tym co śpiewam przekazywać prawdziwe emocje i nigdy tego nie zatracić. Oczywiście cały czas pracuję również nad swoim głosem. 

R. I ostatnie pytanie - Pani największe marzenie muzyczne?

ASS: No skoro marzenie to nie rozdrabniajmy się- oczywiście platynowa płyta. 



Fot. Facebook

Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.