12 marca 2018 Anna Kolet-Iciek

Meleksiarze bojkotują konkurs ogłoszony przez miasto

Miasto

Właściciele meleksów nie chcą brać udziału w konkursie ogłoszonym przez urząd miasta. Twierdzą, że uchwała w tej sprawie została podjęta z naruszeniem prawa.

W życie wchodzi właśnie nowelizacja uchwały o Parku Kulturowym Stare Miasto. Zakłada ona m.in., że na teren wokół Rynku Głównego będzie mogło wjechać tylko 70 pojazdów wolnobieżnych wożących turystów po Krakowie. Jednak, by otrzymać zezwolenie na wjazd meleksy będą musiały spełnić szereg warunków. Zdaniem przedsiębiorców uchwała przyjęta w grudniu przez radnych jest bublem prawnym, który postanowili zaskarżyć do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Nie chcą brać udziału w “nielegalnym procederze”

Tymczasem dziś w Biuletynie Informacji Publicznej pojawiło się ogłoszenie o “konkursie ofert na świadczenie usług przewozu osób za pomocą pojazdów wolnobieżnych z napędem elektrycznym na obszarze parku kulturowego Stare Miasto”. Urząd zachęca przedsiębiorców do składania ofert. Muszą to zrobić osobiście do 11 kwietnia.

- W ogóle nie zamierzamy tego robić - zaznacza jednak Grzegorz Kompa, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pojazdów Ekologicznych, które zrzesza większość przedsiębiorców działających w tej branży. - Uzgodniliśmy, że członkowie naszego stowarzyszenia nie będą brać udziału w procederze, który uważamy za nielegalny i sprzeczny z Konstytucją.

Kompa dodaje, że nawet jeśli, jakiś przedsiębiorca zdecyduje się wystartować w konkursie i tak nie otrzyma zezwolenia na wjazd do centrum, bo nie uda mu się spełnić warunków, jakie stawia uchwała.

- Równie dobrze urząd miasta mógłby powiedzieć, że zezwolenie dostanie ten, kto potrafi fruwać - zżyma się Kompa.

“Lepsze” meleksy z dowodem

Zdaniem meleksiarzy, nie do spełnienia jest chociażby wymóg wykonywania corocznych badań technicznych pojazdów na stacjach diagnostycznych. - Ustawodawca zwolnił pojazdy wolnobieżne z obowiązku przeprowadzania takich przeglądów - zauważa Grzegorz Kompa.

Co więcej, stacje diagnostyczne nie mogą wykonać badania, bo meleksy z mocy ustawy nie wymagają również rejestracji, a więc wykonanego przeglądu nie można wpisać do ewidencji pojazdów CEPiK. - Ewentualny przegląd mógłby być co najwyżej poświadczony na kartce papieru - mówi Kompa i dodaje: - Nawet gdyby jakaś stacja podjęła się wykonania takiego przeglądu, to meleks nie byłby w stanie przez nią przejechać bo jest za wąski i po prostu wpadłby do kanału. A zatem takie badanie jest niemożliwe do wykonania zarówno z punktu prawnego, jak i technicznego.

Uchwała zakłada też, że po Krakowie będą mogły jeździć wyłącznie pojazdy, które mają mniej niż 5 lat. - Kiedy zapytałem w urzędzie, jaki jest powód tego ograniczenia usłyszałem, że miasto chce, aby pojazdy były “lepsze”, ale nie wiadomo co dokładnie kryje się pod tym pojęciem - mówi Grzegorz Kompa.

Zwraca on też uwagę, że ustawa nie przewiduje możliwości wykluczenia z ruchu po drogach publicznych starych, ale sprawnych technicznie pojazdów. Tymczasem uchwała rady miasta może spowodować, że z ulic Krakowa zniknie połowa obecnego taboru meleksów.

Tylko 7 pasażerów

Właścicielom firm trudno też zrozumieć zapis mówiący o gabarytach meleksów. Urząd miasta chce, by były one długie na maksymalnie 4,8 m i szerokie na 1,4 m i mogły przewozić jednocześnie nie więcej niż 7 pasażerów. - To kolejny zapis naruszający naszym zadaniem ustawę, która nie przewiduje ograniczenia wielkości pojazdów poruszających się po drogach publicznych. Co więcej, nawet największy meleks jest mniejszy i lżejszy od przeciętnej taksówki kombi, a do tego nie emituje spalin, miastu powinno zależeć na wspieraniu tego ekologicznego transportu - mówi Kompa.

Sąd nad uchwałą

Z inicjatywy stowarzyszenia uchwała trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który ma się nią zająć pod koniec marca. Meleksiarze wnieśli o stwierdzenie nieważności uchwały oraz wstrzymanie jej wykonania.

Z zawiadomienia Grzegorza Kompy sprawą zajmuje się również prokuratura. Chodzi o złamanie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Meleksiarze chcieli się bowiem dowiedzieć jaka jest podstawa prawna przyjętych regulacji i w tym celu wysłali pismo do prezydenta Jacka Majchrowskiego. - Chcieliśmy poznać konkretne akty prawne, które pozwoliłyby na wprowadzenie zapisów tak drastycznie ograniczających naszą działalność. Naszym zdaniem nie ma takiej podstawy - mówi Grzegorz Kompa.

Odpowiedź jaka nadeszła z urzędu miasta nie zadowoliła jednak przedsiębiorców. W lakonicznym piśmie dyrektor Wydziału Kultury w imieniu prezydenta Majchrowskiego odpowiedziała, że na wprowadzenie tego typu regulacji pozwala miastu ustawa o ochronie zabytków. - To bzdura, w tej ustawie nie ma o tym mowy - zaznacza Kompa, który w związku z nie udzieleniem odpowiedzi na pytania zadane w trybie dostępu do informacji publicznej skierował sprawę do prokuratury. - Złamanie ustawy o dostępie do informacji publicznej jest przestępstwem - zaznacza Kompa.

Zamknij

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.