Krakowscy policjanci po ponad miesiącu doszli do wniosku, że prywatna rozmowa w gabinecie urzędu miasta nie może być uznana za publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa i umorzyli sprawę z zawiadomienia Katarzyny Król, wiceprezydent miasta ds. edukacji.
Sprawa, którą krakowscy policjanci zajmowali się przez ponad miesiąc, dotyczyła sytuacji w Zespole Szkół Ogólnokształcących Integracyjnych nr 7 w Krakowie. Jak już informowaliśmy w obronie zwalnianego dyrektora Artura Ławrowskiego głośno zaprotestowali tam rodzice uczniów. Spotkali się m.in. z wiceprezydent Katarzyną Król, a podczas tego spotkania jedna z matek rzuciła, że jeśli miasto nie spełni ich postulatów gotowi są nie posłać dzieci do szkoły w dniu rozpoczęcia nowego roku.
Ta zapowiedź skłoniła wiceprezydent Król do zawiadomienia policji o możliwości popełnienia przestępstwa przez rodziców. W liście wysłanym do policjantów napisała, że w myśl ustawy o systemie oświaty rodzice są zobowiązani regularnie posyłać dzieci do szkoły. Ich zapowiedzi nazwała „publicznym nawoływaniem do nieposłuszeństwa”.
Policja wszczęła dochodzenie. W dniu rozpoczęcia roku szkolnego w rejonie placówki pojawili się policjanci. Sprawdzali, czy przypadkiem ktoś nie zakłóca przebiegu uroczystości. Potem na komisariat został wezwany wicedyrektor szkoły, który zeznał, że dzieci rodziców wskazanych przez wiceprezydent Król w zawiadomieniu przyszły na lekcje, z wyjątkiem jednego, które nie wróciło jeszcze z wakacji.
Jego zeznania nie zakończyły jednak sprawy, którą - ze względu na rozgłos medialny - zainteresowała się nawet Komenda Miejska Policji w Krakowie.
Dopiero po miesiącu policjanci zdecydowali się umorzyć postępowanie, bo - jak tłumaczy Sebastian Gleń, rzecznik małopolskiej policji - przeprowadzone czynności wyjaśniające nie dostarczyły podstaw do skierowania wniosku o ukaranie do sądu w tej sprawie. Policjanci ostatecznie nie zdecydowali się na przesłuchanie rodziców uczniów, co początkowo planowali. Oprócz wicedyrektora szkoły, jedyną przesłuchaną osobą była Katarzyna Król.
- Stwierdzono, że czyn opisany w zawiadomieniu nie wyczerpuje znamion wykroczenia ponieważ do spotkania doszło w gabinecie w budynku urzędu miasta, a liczba osób biorących w nim udział, jak również charakter miejsca, w którym się ono odbyło, wykluczają, aby nawoływanie miało charakter publiczny - wyjaśnia Sebastian Gleń.
W postępowaniu rodziców uczniów nie dopatrzono się także znamion innych wykroczeń i w związku z tym postanowiono odstąpić od skierowania wniosku o ukaranie do sądu.
- Jest to decyzja policji, którą przyjmujemy i uważamy sprawę za zakończoną. Wiceprezydent Król nie będzie składała zażalenia na tę decyzję - mówi Monika Chylaszek, rzeczniczka prezydenta Jacka Majchrowskiego, która w połowie września przekonywała na naszych łamach, że urząd miasta nie mógł nie zareagować na zapowiedź zablokowania wszystkim uczniom dostępu do szkoły, a takie deklaracje padały podczas spotkań w urzędzie. Przyznała też, że złożenie w tej sprawie zawiadomienia na policji było obowiązkiem urzędników.